Zraniony uzdrowiciel – czyli jak odnaleźć się w cierpieniu i co z niego może wyniknąć

Przebudzenie

W lipcowe, zimne, burzowe przedpołudnie, wybudzam się z narkozy. Umysł rozlewa się jak rzeka bez koryta, ciało bez kształtu, za to z coraz wyraźniej wyczuwalnym bólem. Powolny proces dochodzenia do siebie, przy jednoczesnym pragnieniu, by do siebie jednak nie wracać, bo wiąże się to cierpieniem. Gdzieś na obrzeżach świadomości pojawia się myśl, zamglone wspomnienie, mitologiczna opowieści o Chironie.

Mit jako wrota

“Mit jest tajemnym otworem, przez który wpływa niewyczerpana energia kosmosu”. (Joseph Campbell)

Chiron był dzieckiem Phylrii i Kronosa. Jego matka długo uciekała, przed niechcianymi zalotami Kronosa, który w końcu ją dopadł i spłodził syna, po czym wrócił do żony na Olimpie. Chiron urodził się nieśmiertelny jak Bogowie, pod postacią centaura – pół człowieka, pół konia. Przerażona Phylira błagała Bogów, by przemienili ją w kogoś innego niż była – i tak stała się drzewem lipy.
Osieroconego Chirona adoptował Apollo. Wychowywany był na najszlachetniejszego i najmądrzejszego z Centaurów. Stał się adeptem sztuki uzdrawiania, mistrzem i nauczycielem wielu greckich herosów. Kiedyś uleczył Telephusa z rany zadanej włócznią, którą Chiron sam zrobił. W ten sposób wypełniła się przepowiednia Wyroczni Apollińskiej, że rana może być uzdrowiona wyłącznie przez to, co ją zadało.

Strzała i cierpienie

„My, ludzie, poszukujemy w historii stworzenia sposobu na takie widzenie świata, które pozwoliłoby nam doświadczyć transcendentalności, pouczającej nas i jednocześnie formującej nas w sobie. Tego właśnie chcą ludzie. Tego dopomina się dusza.” Joseph Campbell

Pewnego dnia Centaury odwiedził zaprzyjaźniony Herkules. Przy winie doszło do niespodziewanej utarczki i podczas walki, Bóg przez przypadek zranił Chirona zatrutą strzało. Kolano, zwierzęca część centaura, sprawiało mu ogromne cierpienie. Ale Chiron był… nieśmiertelny, nie mógł więc umrzeć. Skowycząc z bólu ukrył się w swojej jaskini i szukał sposobu, by się uzdrowić. Nic jednak nie działało. Nie mógł umrzeć ale nie mógł się też wyleczyć. Wyruszył zatem w podróż, by znaleźć lekarstwo. Nauczył się wielu nowych rzeczy, ale sobie pomóc nie zdołał. Herkules błagał Bogów, by uwolnili jego przyjaciela od cierpienia. Bogowie zgodzili się, by Chiron zajął miejsce Prometeusza, przykutego do skały, codziennie rozszarpywanego przez sępa na nowo… Wtedy Herkules zabił sępa, strzelając do niego z łuku, uwolnił Prometeusza. Chiron zaś, zstąpił do Hadesu, gdzie przebywał dziewięć dni i nocy. Po tym czasie, Zeus zabrał go stamtąd i umieścił go na niebie, jako konstelację Strzelca, gdzie możemy oglądać go do dziś…

W poszukiwaniu sensu

Jakie może być znaczenie tej opowieści dla praktykujących terapeutów? Większość terapii jest „apollińska” – racjonalna i przemyślana, Apollo był bowiem bogiem racjonalności, oświecenia, obiektywizmu i intelektualnego dystansu. „Jeśli będziemy praktykować  counselling  i psychoterapię pod egidą Apolla, jako naszego bóstwa przewodniego, będziemy mieć dużą wiedzę i umiejętności, ale naszej praktyce może brakować głębi duszy, możemy szukać odpowiedzi i rozwiązywać pojawiające się zagadki, ale będziemy mniej zdolni do tego być z niepewnością i niewiedzą, aby rozwinąć umiejętność polegającą na byciu w niepewności i  wątpliwościach, bez nerwowego sięgania po fakty i przyczyny.

Cierpienie Chirona

Centaur został zraniony poprzez swoją historię od poczęcia, poprzez porzucenie przez rodziców, życie życiem istoty po części boskiej, ludzkiej i zwierzęcej a nie przynależącej nigdzie…  Stworzenie z pogranicza, styku światów, gdzie liminalne doświadczenie jest codziennością.

Kto uzdrawia?

Ważnym jest by pamiętać, że to nie my – terapeuci – uzdrawiamy. Reprezentujemy archetyp, klienci mają zdolność do uzdrawiania się samodzielnie, my pomagamy tylko aktywować potencjał leczniczy. Jeśli uznamy nasze własne zranienia, będziemy mogli być w nich czule obecni dla siebie i dla ludzi z którymi pracujemy, stwarzamy przestrzeń spotkania w relacji. Zranienie nie jest bowiem problemem do rozwiązania. Yalom powiedział, że to relacja jest tym, co leczy. Rany wymagają przyjęcia, zatroszczenia, czułości, by mogła się zmienić narracja o nich.

O przyjmowaniu cierpienia

Współczesna kultura nastawiona na wzrost i ekspansję, konsumpcjonizm i sukces, nieustanny rozwój i pogoń za szczęściem, niestety często znajduje odzwierciedlenie w procesach terapeutycznych, poszukujących odpowiedzi na pytania, sposobów działania – a jeśli to nie pomaga, farmakologia jest tym, co ma sprawiać, że każdy będzie mógł bez przeszkód realizować swój mit o szczęściu…  Ale życie, prędzej czy później, znajdzie sposób, by zatrzymać nas w nieustannej pogoni za szczęściem. W warstwie zbiorowej, doświadczamy teraz gruntownego przemeblowania życia, wartości w związku z kwarantanną i lock downem. To moment, w którym coraz trudniej uciekać przed tym, co domaga się zauważenia, uhonorownia, opłakania, pożegnania… narastające kryzysy w każdej dziedzinie życia nie będą mogły pozostać dłużej w ukryciu. Joanna Macy napisała: Idź śmiało przez życie, z otwartym, złamanym sercem… Rebecca Solnit: Pozostaw otwarte drzwi dla nieznanego, drzwi w ciemność. To stamtąd pochodzą najważniejsze rzeczy, ty stamtąd pochodzisz i tam się udasz. Obie  autorki pisały o tym, że tylko świadoma akceptacja tego, co jest, może przynieść zmianę i dać aktywną nadzieję. Bo kiedy żałoba pozostaje niewyrażona, twardniejemy jak kamienie… Zamieramy, przestajemy się poruszać i pulsować w rytm duszy. Moje doświadczenie życiowe i terapeutyczne pokazało, że dusza zawsze znajdzie sposób by do nas zawołać – najpierw subtelnymi sygnałami… ale jeśli trzeba, zacznie krzyczeć głośno, bardzo głośno.

W poszukiwaniu remedium

Chiron, nie mogąc pomóc sobie, wyrusza na poszukiwanie leku. Poznaje nowe sposoby uzdrawiania. W ten sposób staje się coraz lepszym uzdrowicielem, który potrafi nieść ulgę w cierpieniu innym. To co wydarza się w centaurze, podczas podróży, to powolne wyłanianie się innej relacji do tego, co przynosi ból. W cierpieniu można być obecnym, w pełen znaczenia sposób, pozwalając bliznom, by były przypomnieniem o naszej własnej wrażliwości. To pozwala nam zaufać procesowi terapii, relacji terapeutycznej i uzdrawiającemu potencjałowi pozostawiania w kontakcie z tym, co wywołuje cierpienie.

Transformacja

Co pozwala transformować zranioną osobę w zranionego uzdrowiciela?

  1. Umiejętność rozpoznawania własnych zranień i zdolność do pozostania z nimi w kontakcie.
  2. Umiejętność przyjmowania cierpienia klienta i zgoda na to, by nasze własne zranienia mogły z nim rezonować.
  3. Umiejętność do pozostawania w niepewności tego, co wydarzy się w procesie i zaufanie temu, że prowadzi nas coś większego niż my sami.
  4. Umiejętność wsłuchania się w głos duszy (własnej i klienta) ukryty pod symptomami.

O roli psychoterapeuty i superwizora

A co się dzieje, gdy nie honorujemy swoich ran? Gdy cierpienie jest zbyt duże, by je unieść? Albo gdy brakuje “życzliwego świadka”, czułego towarzysza, wystarczająco obecnego, świadomego własnych zranień…?
Co by się stało, gdyby Chiron miał kogoś, kto potrafi “wysiedzieć” wraz z nim w jego cierpieniu? Uzdrowiciel często zapomina o znalezieniu dla siebie wsparcia… Często dlatego, że nigdy wcześniej go nie doświadczał. Jak boleśnie doświadczony przez jego dzieciństwo Chiron. Gdzieś przeczytałam, że jesteśmy nie tylko zranieni przez opiekunów, ale również opiekowani przez zranienia (wounded by parents/parented by wounds). Nasza struktura, bez życzliwego wsparcia się usztywnia, nie potrafimy tańczyć, śpiewać i głos duszy, wyjący głos duszy, cichnie. Rana narcystyczna nigdy się nie zagoi, bez towarzysza… Oddziela nas od samych siebie i od świata.  Chiron, samotnie zmaga się z bólem. Herakles, choć chce mu pomóc, szuka działania, rady, faktów. Nie potrafi “wytrzymać cierpienia”. Dziewięć samotnych dni i nocy w Hadesie, kończy się interwencją Zeusa. Cierpienie Chirona kończy się, gdy staje się konstelacją… Układem gwiazd… Przymus gwiazd… A Ty terapeuto? Czy masz towarzysza? Kogoś, kto pomoże zmienić Ci się w czułego narratora Twojego cierpienia?

Ale o tym, w kolejnej Notatce spod Jabłoni…

 

Podczas pisania tekstu korzystałam z artykułu Nicky Marshall: The wounded healer: Chiron as mythic guide to the practice of therapy z książki Transformation in troubeled time.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *