Żyjemy w Wieży Babel, czyli kto poplątał nam języki…

Granice mojego języka, są granicami mojego świata. (Ludwik Wittgenstein)

Przybysze

Pamiętacie taki film “Arrival”, w polskim “tłumaczeniu” – “Nowy początek”? Miał premierę na festiwalu w Wenecji we wrześniu 2016, u nas wszedł na ekrany, trochę symbolicznie, 11 listopada. Podstawą scenariusza stało się nagrodzone Nebulą opowiadanie Teda Chianga a reżyserią zajął się Dennis Villeneuve (“Sicario”, “Labirynt”, “Diuna”).

Kontakt

Ostatnio śnią mi się bliskie kontakty 3 stopnia… Pamiętam zachwyt, jaki poczułam czytając pierwszy raz (miałam 14 lat) “Solaris”, rozmawiałam z Ojcem i doszliśmy wspólnie do wniosku, że jeżeli istnieje gdzieś jakaś forma życia, mało prawdopodobne by była człekokształtna i myśląca, komunikująca się w sposób zbliżony do naszego. Koncepcja Oceanu była dla mnie wtedy totalne nowa.

Znaki

Potem obejrzałam chyba wszystkie ważniejsze filmy mówiące o spotkaniach z kosmitami. Obcy w “Nowym początku” nazywani są Heptapodami (od siedmiu stóp) i najbardziej przypominają ośmiornice… Do pomocy w kontakcie z obcą cywilizacją zostaje zaproszona wybitna lingwistka doktor Louise Banks. Próbuje odszyfrować ich język, lecz zbiór przedziwnych dźwięków zdaje się nie do pojęcia dla ludzi. Wtedy kobieta wpada na pomysł, by spróbować się z nimi porozumieć przy pomocy pisma… Ale jakie to jest pismo! Film jest piękny wizualnie, niesamowite wrażenie robi muzyka nieżyjącego już Jóhanna Jóhannssona.

Chiński generał, czy białoruski prezydent

Łatwo wzruszam się na filmach, ale z Arrival z mokrymi oczami wychodzili też faceci. Lubię to, że film dla każdego jest tak naprawdę o czymś innym, ten jest o – kontakcie, porozumieniu, akceptacji, kobiecości, czasie, także o języku i piśmie. Ten film mówi jednak więcej o nas niż o kosmitach. Trochę to gorzka refleksja. Ale jest też nadzieja – do każdego da się dotrzeć, nawet do chińskiego generała… jeśli tylko wie się, w jakie struny uderzyć. Szukajmy porozumienia… Porozumiewać można się tylko sercem… a jeżeli ktoś tego serca nie ma?

Nie mową zdołam przekazać innym to, co jest we mnie. To, co jest we mnie, nie znajdzie sobie słowa, w którym zdołałoby się wypowiedzieć. Mogę tylko znaleźć znak, i to o tyle, o ile na inny sposób, nie przez słowa, już to pojmujesz. Przez czarodziejstwo miłości, albo dlatego, żeś zrodzony z tego samego Boga, a zatem mnie podobny. W przeciwnym razie mogę tylko na siłę wyszarpywać z siebie zatopiony we mnie świat. I tylko przez przypadek lub niezręczność pokazywać tylko jeden jego aspekt, albo jakiś inny, podobnie jak w przypadku góry, kiedy – uciekając się do znaków, mówię słusznie, że jest wysoka. A przecież ona jest zupełnie czymś innym, a ja chciałem mówić nie o wysokości, ale o tym nocnym majestacie, kiedy – otoczony gwiazdami – czuję chłód.” (Antoine de Saint Exupery)

Czarna mowa na opak

Czarną mową nazwał Tolkien język orków, którzy nie mieli własnego języka, ale podbierali, co mogli z innych języków i przekręcali to wedle własnego upodobania. Mimo to jednak czynili tylko brutalny żargon, ledwie wystarczający nawet na ich własne potrzeby, chyba, że do przekleństw i grubiaństwa. Orkowie podkradali z innych języków, co mogli i przekręcali… “Orkowa mowa na opak” powiedział Gandalf…

Szukam nauczyciela i mistrza

“Orkowie i gobliny mieli własne języki, tak ohydne jak wszystko, co czynili lub używali, a ponieważ jakieś resztki dobrej woli oraz czystej myśli i postrzegania, są konieczne do podtrzymania nawet niskiego języka żywym i użytecznym nawet dla niskich celów, ich języki bez końca różnicowały się w formie, bo były w zamierzeniu śmiertelnie monotonne, płynne tylko w wyrażaniu grubiaństw, nienawiści i strachu.”
I tak sobie myślę, że plugawienie języka jest domeną wszystkich totalitarnych systemów. Odbieranie słowom ich głębokich znaczeń, wykrzywianie i manipulacja. Media nie informują, tylko sieją propagandę, w myśl goebelsowskiej tezy, że “im większe kłamstwo, tym łatwiej ludzie uwierzą.”
W szkołach dzieci uczą się odmieniać przez przypadki słowa, ale nikt nie uczy ich tych słów czuć, ani rozumieć. Uczy się dzieci wierszy na pamięć, ale czy zmuszane do nauki dzieci, pokochają swój język?

“Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,
Bez światło-cienia…
Tęskno mi, Panie…” (Norwid)

 

“Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.” (Różewicz)

Po tej garści poezji i prozy, życzę Wam… dobrego dnia… Niech strofy taktem będą, nie wędzidłem, przez czułego narratora z miłością wypowiadane…

Małgorzata spod Jabłoni

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *